niedziela, 19 listopada 2017

...przeszłość zawsze nas dopadnie

     Dzisiaj mam coś naprawdę wyjątkowego. Powieść psychologiczna, która podbiła moje serce od pierwszej strony. Książkę dorwałam na Targach i w sumie nie wiem co mnie do niej przyciągnęło - niepozorna, ukryta, o zwyczajnym tytule. Czasami po prostu to książka wybiera czytelnika, a nie czytelnik książkę - tak to już bywa. Za Tobą Kelly Luce, Wydawnictwo W.A.B. ... no i to tyle tytułem wstępu.

     Dwunastoletnia Chizuru Akitani, córka Żywego Skarbu Narodowego Japonii Hiro Akitaniego,
zabiła Tomoyę Yu. Wchodząc do pokoju nauczycielskiego zakrwawiona dziewczynka mówi tylko: "To nie jest moja krew". Po tym zdarzeniu trafia do Ośrodka Wychowawczo-Terapeutycznego w Kawano, lekarze określają ją mianem kireru, a ojciec się od niej odwraca. Po resocjalizacji zmienia imię na Rio i wyjeżdża do Stanów na studia. Tam poznaje swojego przyszłego męża, ustatkowuje się, zaczyna wieść normalne życie. Jednak gdy po kilkunastu latach otrzymuje paczkę ze smyczkiem, banknotem złożonym w motyla i listem, wie, że musi powrócić do Japonii choćby na kilka dni. Na miejscu będzie musiała zmierzyć się nie tylko z przeszłością, ale także z samą sobą.
Oszczędzając jeden rejon, wywieramy nacisk na drugi i tak dalej, więc możemy mieć tylko nadzieję, że kiedy wrócimy do miejsca pierwotnego bólu, dojdziemy do siebie na tyle, by móc znieść więcej.

Udostępnij ten wpis

sobota, 28 października 2017

Niekulturalna impreza kulturowa, czyli XXI Targi Książki w Krakowie

     Przez ten weekend, jak co roku w ostatni weekend października, środowisko literackie ożyło z prostego powodu - XXI Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, których gościem honorowym w tym roku była Francja, ale z pewnością nie to wzbudziło największą sensację. Oczywiście to możliwość spotkania autorów zawsze przyciąga tłumy i tak też było w tym roku. Sama pojechałam do Krakowa na krótko, bo wpadłam tam tylko na dwie godzinki, ponieważ ekipa się trochę posypała, ale mówi się trudno, a co zobaczyłam i kupiłam to moje. 😎
Ten wyjątkowo mnie urzekł
Historia Targów Książki... w plakatach!

Autorzy

Tak wyglądała kolejka do Érica-Emmanuela Schmitta,
a jeszcze kawałka za mną nie uchwyciłam
     Zacznijmy od autorów. W tym roku można było spotkać ich mniej więcej zliczoną rzeszę, ale dwóch było dwóch, według mnie, bardzo szczególnych gości. Éric-Emmanuel Schmitt oraz Nicholas Sparks to nazwiska, które cieszyły się największą popularnością. Tego pierwszego najbardziej kojarzy się z Oscar i Pani Róża. Natomiast Sparks napisał wiele powieści, jednak ja go najbardziej kojarzę z Pamiętnikiem, chociaż żadnej jego książki nie przeczytałam, mimo tego że moje koleżanki się w nim zaczytują i zatracają co chwilę.

Co kupiłam i dostałam?

Moje małe skarby ♥♥
     Mimo, że byłam zaledwie dwie godziny kupiłam sześć książek, dwa kubki i dwie zakładki. Dodatkowo otrzymałam parę zakładek, katalogów, plakatów i najcudowniejszą w świecie koszulkę Obozu Herosów 😍. Jakie książki pewnie się zastanawiacie? Oto tytuły: Magnus Chase i bogowie Asgardu: Statek Umarłych i Tajne akta Obozu Herosów Ricka Riordana, Cesarzowa kart Kresley Cole, Lokatorka JP Delaney, Za Tobą Kelly Luce oraz  Czerwień rubinu Kerstin Gier. Reszta do wglądu na zdjęciach 😉




I znowu ten tłum

     Pamiętacie co przydarzyło mi się na TK w zeszłym roku? No więc dzisiaj stoisko, gdzie Nela ZNOWU miała podpisywać książki, omijałam szeroookim łukiem. Na szczęście nie było to trudne, ponieważ znajdowało się ono na samym końcu hali przy saloniku literackim.
     Jednak histeria tłumu mnie nie ominęła. Po pierwsze ludzie okropnie się pchali i rozpychali - a podobno czytelnicy to tacy spokojni ludzie. Po drugie ponownie zostałam oskarżona o próbę "bezprawnego i chamskiego wdarcia do kolejki", a chciałam sobie tylko przejść! Czasami zachowania ludzi to absurd goniący absurd.
     Na szczęście spotkałam też niesamowitych ludzi. Kiedy ktoś wytrącił mi książki z ręki od razu kilka osób zaczęło mi pomagać. To było takie kochane!






"W zły sposób podchodzimy do dzieciństwa"


Wspaniałe stoisko Wydawnictwa Otwartego 😍



     Po XXI MTK w Krakowie pozostały już tylko książki, gadżety i wspomnienia. W poniedziałek trzeba niestety wrócić do szkoły, więc ja biorę się do nauki, bo muszę odrobić tydzień zaległości. Piszcie, co wam przydarzyło się na Targach i, no cóż więcej mogę napisać, do zobaczenia za rok! 😘
Udostępnij ten wpis

wtorek, 19 września 2017

...rodzina Roccamatio jest tylko paralelą

     Historia rodziny Roccamatio to tak właściwie zbiór czterech opowiadań z początków pisarskiej przygody Yanna Martela, w którego skład wchodzą: Historia rodziny Roccamatio, Gdy usłyszłem koncert Johna Mortona ku czci szeregowca Donalda J. Rankina na smyczki i dysonujące skrzypce, Ostatnie godziny: warianty oraz Wytwórnia luster Vita Aeterna. Lustra na całą wieczność. Są nieco poprawione w stosunku do oryginałów z 1993 roku. Dzisiaj mam zamiar pochylić się nad, a raczej przed, pierwszym z nich.

     Historia rodziny Roccamatio  traktuje o o chorobie Paula Atsee. Więc skąd Roccamatio? Takie nazwisko nosiła rodzina Włochów mieszkająca w Helsinkach, którą główny bohater wymyślił wraz z przyjacielem. Pisali o niej książkę, a jej historia była paralelą (porównywanie, poszukiwanie i zestawianie podobieństw) do historii świata w latach 1901-1961 plus 2001, który był na wyrost, ponieważ wtedy jeszcze się nie wydarzył. Opowiadanie ma niecałe siedemdziesiąt pięć stron.
     Kocham tego człowieka ze względu na jego ból.
     W mojej opinii jest to prawdopodobnie najsmutniejsze opowiadanie świata. Do jego stworzenia Martela skłoniła śmierć przyjaciela na AIDS, przez nawet jedną stronę nie czuje się nadziei na dobre zakończenie, a dodatkowo w większości wybrane są wydarzenia najokropniejsze w historii XX wieku. Uwzględniona jest nawet śmierć Antoine'a de Saint-Exupéry'ego w 1944. Przy ostatnich stronach łzy spływały po moich policzkach z powodu ogromnego smutku wywoływanego w całości przez narratora. Odczuwałam wielki ból razem z nim. To niesamowite, że mimo niewielkiego rozmiaru, tak bardzo zżyłam się z bohaterami.

     Ale mimo tego, że Historia... to dzieło bardzo smutne, zarazem porusza i skłania do namysłu. Wprawdzie ta właściwa opowieść dzieje się w latach osiemdziesiątych to jest bardzo aktualna - widocznie niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią. Przy okazji można poduczyć się trochę historii - tej strasznej, ale także odrobinę pozytywnej.

    Z całego serducha polecam to krótkie opowiadanie. Ma w sobie "to coś", co sprawiło, że czytałam je na jednym wdechu. Wprawdzie nie jest ani trochę zaskakująca, ale przyjemna i intrygująca. Kocham takie historie - nieco osobliwe i okropnie wzruszające. Mam nadzieję, że pozostałe opowiadania z tej książki okażą się równie tkliwe.
Udostępnij ten wpis

sobota, 2 września 2017

...koniec może być początkiem wszystkiego

     Już za parę dni wracamy do szkolnych ławek... właściwie to niektórzy nie wracają tylko zajmą zupełnie nowe miejsca. Do takich osób należę ja i już nie mogę się doczekać. A co mam dla was dzisiaj? Początek Wszystkiego Robyn Schneider.

      Pierwszego dnia ostatniej klasy liceum w szkole pojawia się nowa dziewczyna. Cassidy zwiedziła świat, gra na gitarze i ma swój własny styl bycia, tak niepodobny do tego, do czego przywykli uczniowie Eastwood High. Jednak to nie od niej wszystko się zaczyna. Właściwa, nowa historia Ezry Faulknera ma początek felernego wieczoru, kiedy wydarza się jego osobista tragedia i przestaje grać w tenisa, który, mimo że go nie lubił, był całym jego życiem. Ale do tego wszystkiego nie doszłoby, gdyby nie urwana głowa i pęknięte serce, które miały miejsce o wiele wcześniej.


Udostępnij ten wpis

piątek, 11 sierpnia 2017

...w Londynie zapada mrok

     Kto nie zna Sherlocka Holmesa? Jest to jedna z najbardziej wyrazistych postaci zarówno książek, a także wielkiego i małego ekranu. Niestety sir Artur Conan Doyle nic już dla nas nie napisze, jednak fani pozostali... A co jeżeli któryś z nich podjął wyzwanie dopisania czegoś do świata kryminału Doyle'a, ale... niekoniecznie o Sherlocku Holmesie?
     Moriarty - taki tytuł widnieje na okładce książki Anthony'ego Horowitza, a do tego dopisek: Sherlock Holmes nie żyje. Zapada mrok i już żaden fan Holmesa nie może przejść obojętnie. W każdym razie tak było w moim wypadku.

     Moriarty może się wydawać, że tylko naznaczone jest imieniem tego sławnego profesora. Zaczyna się od sprawy na wodospadzie Reichenbach oraz przyjazdu gości ze Stanów Zjednoczonych. Tymi gośćmi są śledczy Frederick Chase, który podąża śladem gangu Clarence'a Devereux. Śledczy spotyka Athelneya Jonesa, który jest fanem i naśladowcą Sherlocka Holmesa. Razem ruszają śladem przestępców ze Stanów Zjednoczonych, którzy mają zamiar zastąpić Jamesa Moriarty'ego.

Udostępnij ten wpis

piątek, 4 sierpnia 2017

Letni Book Tag i opowieści dziwnej treści

     "Jak ja nie cierpię lata" - te słowa z pełnym przekonaniem wypowiadam już od kilku lat. Lubię wakacje, wyjazdy, grille, ogniska, itd. ale czy przy okazji musi być tak cholernie ciepło? Jednak większość je lubi, więc trzeba się przystosowywać - a skoro ponad połowa wakacji za nami (jeżeli kogoś dobiłam to nie dziękujcie 😛) i już tylko trzydzieści dni dzieli mnie od pierwszego dnia w liceum (totalnie nie mogę się doczekać) to trzeba się trochę rozluźnić i dlatego dzisiaj mam dla was tag znaleziony u Pauliny.


Udostępnij ten wpis

wtorek, 1 sierpnia 2017

...wybiegnijmy w przyszłość i to jak najdalej

     Na tę książkę to ja się naczekałam... Aż miesiąc niespokojnego oczekiwania. Co to jest w porównaniu do serii R. Riordana (rok czekania na każdą kolejną część!)? Ale na tę byłam mega podjarana - mowa tu o Illuminae autorstwa Amie Kaufman i Jaya Kristoffa. No to by było na tyle z "prologu".


Udostępnij ten wpis

czwartek, 13 lipca 2017

...życie pisze najlepsze scenariusze? [PRZEDPREMIEROWO]

     I znowu nie podeszłam poważnie do książki, tak jak do poprzedniej, czyli Światło, które utraciliśmy. Chyba tak już mam - jeżeli coś dzieje się przez przypadek, to nie biorę tego na poważnie, ale przecież nasze życie jest niekończącą się serią przypadków. Tash z Milion odsłon Tash (według mnie tytuł oryginalny, czyli Tash Hearts Tolstoy jest o wiele lepszy!) Kathryn Ormsbee coś o tym wie. Zaczęło się od książki, miłości i marzeń w teorii niemożliwych.
     Zapewne dziwne dla was będzie, że miłość Tash to Lew Tołstoj, a książka, o której wspomniałam to Anna Karenina, ale właśnie z nich zrodziły się marzenia siedemnastoletniej Natashy Zelenki, która razem ze swoją przyjaciółką Jacklyn Harlow postanawia nakręcić internetowy serial Nieszczęśliwe rodziny na podstawie wcześniej wspomnianej powieści.


Udostępnij ten wpis

czwartek, 29 czerwca 2017

...do najważniejszych wydarzeń dochodzi podczas tragedii vol. 1

     Zazwyczaj tytuł postu przychodzi mi z łatwością, jednak czasami muszę nieźle pogłówkować, aby jednocześnie zaciekawił i oddał to, co książka, film, bądź artysta ma do przekazania. Jednak zdarzają się takie tytuły, które w mojej opinii są tak genialne, że postanawiam zachować je na później, ponieważ może się kiedyś o wiele bardziej wpasować w treść. Ten tytuł będę zmuszona zastosować dwa razy i będzie to w pełni uzasadnione. A co mam dla was dzisiaj?
     Śmierć sprawia czasem, że ludzie garną się do życia.
     Mam wrażenie, że właśnie ta myśl towarzyszy nam przez cały czas podczas czytania. Wszystko zaczyna się pamiętnego dnia dla każdego, kto wtedy żył, i to nie tylko w Nowym Jorku czy Ameryce, czyli 11 września 2001 roku, kiedy to World Trade Center, czy też Twin Towers, runęło, a miasto spowiło pył. Właśnie tego dnia Lucy Carter poznaje Gabriela Samsona, w którym z miejsca się zakochuje i zmienia jej życie. Niestety oboje stale gonili za marzeniami i przez to spotkała ich tragedia, w której oboje stracili światło.

Udostępnij ten wpis

wtorek, 27 czerwca 2017

...stoczę bitwę z Lwem

     Dzisiaj mam dla was coś naprawdę wyjątkowego - książkę, ale nie byle jaką i to nie tylko ze względu na treść. Dzięki Dom Wydawniczy REBIS otrzymałam książkę szwedzkiego duetu Monsa Kallentofta i Markusa Luttermana pt.: Leon - kontynuację niepowtarzalnego Na imię mi Zack.



Udostępnij ten wpis

piątek, 19 maja 2017

...obserwuje mnie milion oczu


     Ten miesiąc zaliczę do niewątpliwie udanych. Dlaczego? Nie dość, że właśnie w maju premierę miał drugi tom serii R. Riordana Apollo i boskie próby, to jeszcze w końcu doczekałam się płyty, ale nie byle jakiej - po dwóch latach od pierwszej piosenki, w której totalnie się zakochałam, po dwudziestu czterech miesiącach oczekiwania w końcu jest! Debiutancka płyta reprezentanta Belgii na Eurowizji 2015, gdzie zajął czwarte miejsce z singlem Rythm Inside i o niej właśnie dzisiaj.

     Loїc Nottet urodził się  10 kwietnia 1996 roku w Courcelles. Jest nie tylko artystą wokalnym i autorem piosenek, ale także świetnym tancerzem, o czym świadczy m.in. wygrana we francuskim Dancing with the stars. Został doceniony także przez australijską piosenkarkę Sia. 27 października 2016 na YouTubie pojawił się nowy singiel Million Eyes promujący jego album Selfocracy, który wydany został 31 marca, w Polsce 12 maja, a w moje łapki trafił jakieś sześć godzin temu.

Udostępnij ten wpis

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

...świecie - dokąd zmierzasz?

     Żyjemy, aby walczyć jeszcze jeden dzień
~ Stephen King
     Nareszcie po egzaminach, wakacje się zbliżają, a ja zabieram się za pisanie. Dzisiaj post prawdopodobnie o niczym i wbrew pozorom, które może stwarzać tytuł, nie jest to post o obecnych wydarzeniach, trendach, czy czymś takim. Jest to post o wizjach przyszłości ukazanych w literaturze i opowieści bardziej lub mniej znane. Zastanowię się nad tym, która jest najbardziej prawdopodobna, najbardziej drastyczna i niepokojąca, a także, która mi by odpowiadała.
     Na które książki się zdecydowałam? NERVE Jeanne Ryan, Misja 100 Kass Morgan, Wyścig Jenny Martin, Mroczne Umysły Alexandry Bracken, Endgame Jamesa Freya, Dotyk Julii Tahereh Mafi, Czerwona Królowa Victorii Aveyard, Selekcja (Rywalki) Kiery Cass, Więzień Labiryntu Jamesa Dashnera i oczywiście nieodłączne Igrzyska Śmierci Suzanne Collins.
     Zacznę od tego dlaczego podjęłam taki temat. Gdy po raz wtóry przeczytałam Najbardziej niepokojąca książka od czasów "Igrzysk Śmierci", które najbardziej rzuca się w oczy na okładce Mrocznych Umysłów, zaczęłam się zastanawiać, czy one są faktycznie aż tak niepokojące.

Udostępnij ten wpis

sobota, 1 kwietnia 2017

...powiedz wilkom, że ich szukam

     Każdy z nas ma kogoś, przy którym nie musi nic udawać i jest szczególnie mu bliski. Wie, że może tej osobie wszystko powiedzieć i ona nie będzie go osądzać. Z którą chce przebywać w nieskończoność. Kogoś, kogo nigdy nie chciałoby się stracić. Osobę, którą prawdziwie i szczerze kocha.
     Dla June Elbus kimś takim jest wujek Finn, który umiera, gdy ma czternaście lat. Jest jej bardzo ciężko, chociaż nikt tego nie zauważa, bo przecież była "tylko jego siostrzenicą". Jednak spotyka Toby'ego - przyjaciela Finna, który pomaga jej nie tylko pogodzić się ze stratą, a także uzupełnić obraz wujka.

Udostępnij ten wpis

sobota, 25 marca 2017

...nie zmienię się jak obraz na płótnie

     "Żyjemy w naprawdę dziwnych czasach." - ciekawe jak często padało to zdanie na przestrzeni wieków. Na pewno przynajmniej raz na wiek od początku historii. Dziwnością naszych czasów jest wiele wydarzeń i rzeczy, jednak ja mam odczucie dziwności literackiej - otóż, gdy teraz padnie nazwisko Grey od razu wszyscy myślą o Christianie Greyu z Pięćdziesiąt twarzy Greya, natomiast w XIX wieku nazwisko Gray wzbudzało wiele kontrowersji... mam na myśli książkę Oscara Wilde'a Portret Doriana Graya, która była potępiana, cenzurowana, okrzyknięta jako skandal, trafiła do kanonu najbardziej kontrowersyjnych dzieł... sporo się wokół niej działo, ale jak to napisał sam Wilde: Książka nie może być moralna lub niemoralna. Jest tylko dobrze lub źle napisana. Do dziś padają głosy krytyki i że ta powieść demoralizuje. Jedna mała literka, a ile może zmienić 😋
     W dziejach świata są tylko dwa ważne okresy. Pierwszy - kiedy pojawia się nowa materia sztuki, drugi - kiedy pojawia się w sztuce nowa osobowość.

Udostępnij ten wpis

sobota, 18 marca 2017

...pragnę przygód w tym szerokim świecie

     Tej historii bieg stary jest jak świat...
     Opowieści tej chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Baśń o tym, że w każdym drzemie dobro i miłość, pragnieniu przygód, a także inności w swoim środowisku... Brzmi znajomo, prawda? Teraz Disney zdecydował się na aktorski remake. Piękna i Bestia z Hermioną Granger w roli głównej... ups, pardon - Emma Watson jako Bella, Dan Stevens w roli Bestii oraz Luke Evans w ciele Gastona... jak im poszło? Po dzisiejszym seansie już wiem.
     Jak w piosence rytm, Piękna z Bestią jest.
Znalezione obrazy dla zapytania piękna i bestia 2017     Jak już mówiłam bez sensu jest opisywać tę historię, ponieważ większość z nas ją zna - więc od razu przejdę do oceny.
     Wielki szacun dla reżysera - Billa Condona za sposób w jaki podszedł do opowieści. Wiernie oddał animację z 1991 roku tylko trochę ją podrasował. Wiemy trochę więcej o Belli i Bestii. We fragmencie z piosenką Gościem bądź jest cudownie dużo przepychu, za co jestem całej ekipie wdzięczna, ponieważ od zawsze był to mój ulubiony fragment. Nieśmiertelne piosenki są niezmienione - już wcześniej wspomniane Gościem bądź, a także Tej historii bieg, czy Bella z przepięknym bonjour, oczywiście piosenka o cudownym Gastonie i cała reszta.
     Co do aktorów to Luke Evans jako narcystyczny Gaston skradł cały film. Ta rola ewidentnie została stworzona dla niego. Jego pomocnik Le Fou (Josh Gad) mam wrażenie, że został trochę zmieniony, ponieważ z wersji animowanej nie bardzo go kojarzę, za to po filmie zapamiętam go na bardzo długo. Pod koniec stawia się swojemu przyjacielowi, wprawdzie nie bezpośrednio, ale zawsze coś.
     Emma i Dan już mnie tak nie zachwycili, ale chyba już wiecie, w kogo byłam zapatrzona. Byli bardzo dobrzy, Emma trochę lepsza, ale Stevens ma swoją twarz tylko przez jakieś pięć minut.
     Chwała gościom scenarzystom za stworzenie niesamowitych zaklętych służących i ukochanego przeze mnie charyzmatycznego Płomyka. Tak samo kreacja Bestii jest dla mnie niesamowita - zupełnie inna niż w animacji.
     Ale, ale - żeby nie było, że wszystko jest pięknie, cudnie i w ogóle - dwie rzeczy mi się tam trochę nie podobały.
     Pierwsza - oczywiście musieli tam wepchnąć trochę homoseksualizmu i nie wiem czy to ze względu na poprawność polityczną, czy co, ale czy nie mogli się powstrzymać? Tak chociaż raz? Czy powoli nie popadamy na wręcz chorobliwą poprawność? Ale o tym może innym razem.
     Druga to... chwila, nie pamiętam co to było 😅 No to mi się jeszcze nie zdarzyło.
     Już, już sobie przypomniałam (po jakiś 20 minutach). Otóż aktorska Piękna i Bestia chyba o wiele bardziej trafi do starszych odbiorców. Niektórzy młodsi widzowie mogą się nawet nudzić, co zaobserwowałam u dziewczynki siedzącej obok mnie w kinie. Tak samo było z Kopciuszkiem z 2015 - są chyba trochę bardziej skierowane do ludzi, którzy w dzieciństwie kochali te bajki, a teraz mogą wrócić do nich i na nowo na nie spojrzeć. Chociaż to chyba nie jest wada... a może jest? Sami zdecydujcie.
     Podsumowując polecam Piękną i Bestię mimo tych dwóch drobnych spraw (tak drobnych, że o jednej chwilowo zapomniałam). Bardzo podoba mi się ta opowieść - wnosi o wiele więcej niż Królewna Śnieżka czy Śpiąca Królewna, przez co chyba nigdy nie umrze. Wizualnie, fonetycznie i w odbiorze dla mnie bardzo przyjemna. Teraz czekam na aktorski remake Mulan, która jest chyba moją ulubioną "księżniczką" Disney'a. Na koniec zostawiam wam do przemyślenia parę kwestii i zwiastun dla tych, którzy go jeszcze nie widzieli.


Udostępnij ten wpis

środa, 15 marca 2017

...będę Iluzjonistą - part 2, a raczej 1

     Niedawno złapałam się na tym, że bardzo dużo serii filmów zaczynam oglądać od drugiej części - tak było m.in. z Igrzyskami Śmierci, Więźniem Labiryntu, a także Niezgodną. Oczywiście zazwyczaj sequele są ciut, albo o wiele, gorsze, a jak było z Iluzją?
    Im bliżej jesteś tym mniej widzisz.
     Iluzja powstała w 2013 roku pod czujnym okiem reżysera Louisa Leterriera. Opowiada o początkach Czterech Jeźdźców w składzie: iluzjonista J. Daniel Atlas (Jesse Eisenberg), mentalista Merritt McKinney (Woody Harrelson), karciarz Jack Wilder (Dave Franco) oraz asystentka Hensley Reeves (Ilsa Fisher), którzy z ulicznych kuglarzy stają się gwiazdami światowego formatu. Podczas występu w Las Vegas obrabowują francuski bank, czym ściągają na siebie uwagę FBI i Interpolu, a w Nowym Orleanie zabierają pieniądze swojego "Darczyńcy" Arthura Tresslera (Michael Caine).
     Najważniejszą zasadą magii jest to, aby być największym cwaniakiem na sali.
     Iluzja - oczarowanie czy jednak rozczarowanie? Czytałam parę recenzji na Filmweb, gdzie część uważała, że najlepsze sceny były w zwiastunie, a fabuła miała dużo dziur i uważali wyjście do kina za stracone pieniądze i czas. Osobiście nie miałam wymagań wobec tego filmu. Może gdybym była na premierze, czekała na ten film tygodniami, a nawet miesiącami to może byłabym zawiedziona... Ale nie! Dla mnie ten film jest świetny i koniec kropka.
     Największym dla mnie plusem jest pomysł. Już dawno nie powstał film o Iluzjonistach, jeżeli w ogóle już taki był. Przy okazji jest to prawie dwie godziny szybkiej akcji, zaskakujących zwrotów akcji i nieprzeciętnych pomysłów scenarzystów, a przy okazji świetnej gry aktorskiej. Może trochę sztuczki były przesadzone, bo niektóre raczej nie podlegają logicznym wyjaśnieniom, ale niemniej jest to wielkie show z zupełnie nieprzewidywalnym końcem. Przy okazji twórcy namawiają nas, do zmiany perspektywy - abyśmy patrzyli szerzej, ponieważ wtedy można o wiele więcej dostrzec.
     Owszem jest jedna dziura, a dokładniej roczna. Od pierwszego spotkania do występu w Las Vegas nic nie jest pokazane, ale może to dobrze. Chociaż ciekawie by było zobaczyć jak to wszystko przygotowują, jak zaczynają się dogadywać, itp. Co z tego, że byłaby to dodatkowa godzina filmu...
     A jak druga część ma się do pierwszej? Zmiana reżysera zadziałała trochę na niekorzyść Iluzji 2. Obie części są dla mnie rewelacyjnymi filmami i świetnie się uzupełniającymi, a o ile Jeźdźcy w jedynce pociągają za sznurki, o tyle w dwójce bardziej przypominają marionetki. Z niepokojem czekam na trzecią część, która rzekomo ma się ukazać w tym roku, chociaż podejrzewam, że poczekamy sobie do 2018.

     Jako, że mam teraz okazję to mam do was pytanie: czy powinnam dodawać jednoznaczną ocenę typu "5/10" i do tego uzasadnienie czy tak jak jest powinno zostać?
Udostępnij ten wpis

niedziela, 5 marca 2017

...jestem wilkiem pośród owiec

     Szwecja - z czym mi się kojarzy? Z drewnianymi kościołami, death metalem, wikingami i oczywiście niepowtarzalnymi kryminałami. Na imię mi Zack Monsa Kallentofta i Markusa Luttermana niewątpliwie do takich kryminałów należy, a dlaczego? O tym właśnie dzisiaj.

     W Sztokholmie dochodzi do zabójstwa czterech azjatek. Za sprawę zabiera się Jednostka do Zadań Specjalnnych sztokholmskiej policji, w której skład wchodzą Zack Herry, Sirpa, Deniz Akin, Rudolf, Niklas Svensson i Douglas Juste, a każdy z nich ma swoją osobliwą historię. Głównym bohaterem, jak sugeruje tytuł, jest ten pierwszy. Policjantem został przede wszystkim po to, aby ująć zabójcę swojej matki, a sam mógłby być aresztowany za kilka przestępstw, m.in. za posiadanie narkotyków. I to właśnie one sprawiają, że Zack wplątuje się w nieciekawe afery.

     Na imię mi Zack jest książką intrygującą i lekką, ciężką i brutalną. Intrygująca - jeżeli chodzi o fabułę. Lekka - w szybkości czytania. Ciężka - podejmuje trudny temat nienawiści międzynarodowej. Brutalna - kryminał o zabójstwach... to mówi samo za siebie. Akcja trwa niecały tydzień, jednak wydarzenia przebiegają tak szybko i jest ich tak wiele, iż wydaje się, że mija miesiąc, co niewątpliwie jest zaletą tego kryminału. Co do tytułu posta uznałam, że wilki grają dość dużą rolę, aby uwzględnić je w nagłówku, a samą jednostkę tworzą osoby, które nijak z policją się nie kojarzą.
     Tytułowy Zackaraias jest postacią, którą można albo kochać, albo nienawidzić. Osobiście wybrałam to pierwsze. Zrobił parę głupich rzeczy, ale jest bardzo pozytywną postacią w moim odczuciu. Nie jest wyidealizowany - popełnia błędy, nawet całkiem sporo, ale potrafi stanąć na wysokości zadania. Każdego dnia przeżywa ogromną wewnętrzną walkę, którą niestety często przegrywa. Poddaje się swoim słabościom i chyba dlatego jest dla czytelnika tak bardzo ludzki.
     Dla mnie jedyną wadą książki jest to, że się kończy za szybko. Ostatnie strony to czysty obłęd.  Niestety chyba nie dowiem się, co stanie się z Zackiem.
     Jak już wspomniałam w Na imię mi Zack autorzy podejmują trudny temat, który jest "na czasie". Imigranci i co się z nimi wiąże. Ogromna nienawiść do drugiego człowieka tylko dlatego, że pochodzi z innej nacji. Kallentoft i Lutterman świetnie ukazali jakie mogą być skutki takiej wrogości, a także, że są granice pomiędzy wrogością, a paranoją i że są one bardzo cienkie.
     Zack to pierwszy tom serii Herkules i mam nadzieję, że wydawnictwo Rebis już za niedługo wyda w Polsce drugą część, która nosi tytuł Leon. Nie mogę się doczekać, a na razie polecam wam, ludziom o silnych nerwach, Na imię mi Zack wspaniałego szwedzkiego duetu.
Udostępnij ten wpis

sobota, 25 lutego 2017

Ed Sheeran Book Tag ♪

     Obok tego tagu zdecydowanie nie mogłam przejść obojętnie jako fanka Eda Sheerana i miłośniczka książek. Tag ten znalazłam na blogu Klaudii - Czytanie jest magiczne!. Uważam, że ten tag to jeden z najlepszych, jakie do tej pory spotkałam. Trochę go zmodyfikowałam, ponieważ dodałam cztery tytuły od siebie, ponieważ jakoś brakowało mi tych piosenek i zmieniłam So na Cold Coffe, a także All of the stars na Catle on the Hill ale to tylko takie "kosmetyczne" zmiany 😉

Give me Love ~ autor, którego chcesz spróbować

     Marc Elsber, autor Black Out: Najczarniejszy scenariusz z możliwych i Zero: oni wiedzą, co robisz. Bardzo chcę przeczytać te książki.

Kiss me ~ książka, której okładka najbardziej ci się podoba

I'm a Mess ~ książka, której przeczytania żałujesz

     Czerwona Królowa Victorii Aveyard - to były stracone godziny.

Sing ~ książka, której tematyki nie lubisz, ale ci się podobała

     Złodziejka Książek Markusa Zusaka. Najważniejszym wątkiem jest tam II wojna światowa, a jednak mi się podobała.

Thinking out Loud  ~ książka, o której nie możesz przestać mówić

     Wybacz mi, Leonardzie Matthewa Quicka - kocham, uwielbiam i jeszcze raz KOCHAM!

Lego House ~ postać, która w jakiś sposób jest do ciebie podobna

     Oczywiście, że Leonard Peacock z Wymacz mi, Leonardzie Matthewa Quicka.

One ~ książka, którą nie chcesz się dzielić

     Em... każda? Serio, ja nie pożyczam książek. Ale chyba jednak chodzi o taką, która "jest tylko twoja" - Love Letters to the Dead Avy Deallaria.

Photograph ~ książka, przy której trzeba się zatrzymać

     Portret Doriana Graya Oscara Wilde'a. Nie da się jej czytać w pośpiechu.

Afire Love ~ saga, którą kochasz całym sercem

     Uuuu... Ciężki wybór pomiędzy seriami Riordana. Nie mogę którejś kochać całym sercem tylko jednej serii, bo co z miłością do innych książek? Jednak skoro mam zdecydować to Olimpijscy Herosi, bo Leo.

Cold Coffe ~ książka, o której nikt nie wie, a jednak ją kochasz

     Play Javiera Ruescasa 💖 Jest to naprawdę mało znana książka, ale ma to coś, że nie można się od niej oderwać, mimo że nie jest jakoś specjalnie wybitna. Nie mogę doczekać się trzeciej części w Polsce!

Castle on the Hill ~ książka, z którą masz bardzo dobre wspomnienia

     Właściwie to z prawie każdą książką mam dobre wspomnienia. Jedną z książek, które najmilej wspominam jest NERVE Jeanne Ryan

Tenerife Sea ~ książka z niebieską okładką

This ~ pierwsza książka z serii, którą lubisz

     Krąg, pierwsza część Trylogii Engelsfors Autorstwa Matsa Strandberga i Sary B. Elfgren.

Runaway ~ książka, którą wybiegłeś kupić

     Apollo i boskie próby: Ukryta wyrocznia Ricka Riordana. Było to już kilka dni po premierze w dzień urodzin mojego brata. Pojechałam z mamą na zakupy i gdy mijałyśmy centrum handlowe poprosiłam ją żeby zjachała. Wybiegłam z auta i po kilku minutach wróciłam z tą właśnie książką. Było warto.

The A Team ~ książka, po którą sięgniesz ponownie

     Wybacz mi, Leonardzie? Nie no, to by już była przesada, chociaż to prawda. Teraz zasięgnę do lektur, a dokładnie chodzi mi o Buszującego w Zbożu Jerome'a Davida Salingera.

Shape of you ~ książka ze świetnie wykreowanymi bohaterami

     I tu zaczynają się moje tytuły. Uważam, że taką książką jest zdecydowanie Cień Wiatru Carlosa Ruiza Zafona

I see fire ~ książka, która ukazuje najbardziej prawdopodobną przyszłość

     Jak wiecie powstaje wiele książek o przyszłości, głównie tej złej. Według mnie, mimo wszystko, najbardziej prawdopodobne są Igrzyska Śmierci Suzanne Collins, a także NERVE Jeanne Ryan.

Bloodstream ~ książka pozostawiająca natłok emocji

     I tu znowu... nie, nie Wybacz mi, Leonardzie (chociaż też się zalicza). Tym razem powtórzę Złodziejkę Książek Markusa Zusaka, ponieważ to jest niepowtarzalna opowieść.

Lay it all on me ~ nominacje

     Nominuję Julię prowadzącą bloga Z NOSEM W KSIĄŻKACH i Magdę z Pomiędzy Wersami
Udostępnij ten wpis

wtorek, 14 lutego 2017

...spotkam człeka co buszuje w zbożu

   Nie przepadam pisać o lekturach szkolnych. Właściwie jeszcze mi się to nie zdarzyło. Większość lektur jest nudna i zbyt oczywista, oczywiście według mnie. Nie skłaniają zbytnio do przemyśleń, ani nie pobudzają w nas pragnienia podążania tą samą ścieżką co główny bohater. Jednak tym razem lektura, ostatnia już w gimnazjum, tknęła mnie. Nie jestem pewna co spowodowało początkowe zaciekawienie po pierwszych rozdziałach - prawdopodobnie to, że główny bohater jest podobny do Leonarda Pecocka z mojej ukochanej książki Wybacz mi, Leonardzie, o której już niejednokrotnie wam wspominałam. Obie książki dzielą 62 lata, a jednak są w jakiś sposób podobne. Lektura, nad którą będę się tym razem rozwodzić, została napisana przez Jerome'a Davida Salingera i nosi tytuł Buszujący w zbożu.
     Jeśli spotka człek takiego, co buszuje w zbożu
     Buszujący w zbożu to opowieść o szesnastoletnim chłopaku z Nowego Jorku, który niedawno został wylany z już czwartej szkoły, w której się uczył. Ten chłopak to Holden Caulfield, który pochodzi z zamożnej rodziny. Postanawia jak najszybciej uciec ze szkoły, więc zabiera walizki i jedzie do swojego miasta. Jednak nie ma zamiaru na razie wracać do domu - włóczy się po mieście, chodzi do klubów, wypala jedną paczkę za drugą, pije szkocką z wodą sodową i próbuje pozbyć się samotności.
     Jak już wspomniałam Holden Caulfield trochę przypomina mi Leonarda, chociaż nie ma myśli samobójczych. Jest dość inteligentnym wariatem. To określenie chyba najbardziej do niego pasuje. Dużo przeklina, ale ogólnie jest w porządku - mimo że prawie cały czas wspomina o tym, jak to ludzie mało co wiedzą i rozumieją. Jako narrator narzeka na bardzo wiele rzeczy - na kino, na teatr, na nadętych snobów, na swoje byłe, na swoich byłych współlokatorów, na ludzi mało inteligentnych, na inteligentów, na nudziarzy... właściwie na każdy rodzaj człowieka z "wyższych sfer", jaki przyjdzie wam do głowy. Ale bardzo lubi dzieci. Szczególnie te bystre.
     W piosence zamiast spotka, jak to jest w wierszu, występuje złapie. Właśnie to chciałby robić Holden - łapać dzieci buszujące w zbożu, gdy podbiegną za blisko krawędzi urwiska. Krawędź ta chyba jest metaforą dorosłości - kiedy zazwyczaj człowiek staje się zepsuty, nic mu się nie podoba i na wszystko psioczy.
     Bo czy człowiek może wiedzieć, jak to z nim będzie?
     Podobno książka J. D. Salingera jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych książek XX wieku, a nawet wszech czasów. Właściwie nie wiem dlaczego. Jasne, rozumiem dlaczego ochrzczono go pierwszym tytułem, ale drugi? Przecież opisywane w książce sytuacje są obecnie w niektórych środowiskach normalne, np. wypalanie przez szesnastolatka jednej paczki za drugą.
     Książka bardzo mi się spodobała. Narzekania bohatera nie są uciążliwe. Gdyby ktoś mnie zapytał, o czym traktuje powieść, bez wahania rzekłabym, że o samotności. Nie o buncie, nie o zastanawianiu się nad przyszłością, tylko o samotności. Holden jest cholernie samotny. Mam wrażenie, że czuje się samotny odkąd jego młodszy brat Allie, do którego był bardzo przywiązany zmarł na gruźlicę trzy lata wcześniej. Dlatego szukał kogoś z kim mógłby porozmawiać, jednak chyba nawet, gdy z kimś był, czuł się opuszczony. A może trochę za bardzo dramatyzuję?
     Buszujący w zbożu skłoniła mnie do zastanowienia się nad tym, jaka jestem oraz nad tym, co mam zamiar ze sobą zrobić. Nad tym jak bardzo się zmieniłam, w ciągu mijających we wrześniu trzech lat. Tknęła we mnie coś jeszcze, ale nie mogę za bardzo określić co. Czasami tak jest, że coś nas powala, ale nie potrafimy powiedzieć dlaczego. Poczułam sympatię do tej opowieści, po którą z pewnością jeszcze sięgnę.
Udostępnij ten wpis

środa, 1 lutego 2017

...tańczę w iście teksańskim stylu

     Mimo że premiera książki była 1 lutego, ja posiadam ją już od 27 stycznia... Tak jakoś przyszła do mnie wcześniej z niewiadomych powodów. Pierwsza część o tytule Big Red Tequila z 1997 zachwyciła mnie totalnie. Teraz nadszedł czas na drugą część serii Tres Navarre autorstwa Ricka Riordana - Taniec wdowca z 1998.

     Akcja dzieje się dwa lata od ostatnich zdarzeń. Jacksonowi Tresowi Navarre zostało zaledwie kilka godzin oficjalnej praktyki, aby otrzymać licencję prywatnego detektywa, chociaż przez chwilę się zastanawia czy nie zmienić swojego zawodu. Właśnie zajmuje się sprawą zaginionej kasety z nagraniem demo Mirandy Daniels, która ma szansę na wielką międzynarodową karierę. Dodatkowo zostaje zabita członkini jej zespołu, a producent muzyczny znika bez śladu... Tres nie może się powstrzymać od wpakowania się w samo centrum sprawy i sprzedania paru kopniaków.
   Policjanci wiedzą, że sprawcy są głupi, ale i tak czasami ich lekceważą. (...) Większość ludzi, którym zbrodnia uchodzi na sucho, wcale nie wykazuje się specjalną mądrością. Postępują w dostatecznie idiotyczny sposób, żeby zbić policję z tropu.
     W kwestii książek Riordana chyba nie potrafię być obiektywna. Uważam, że Taniec wdowca to kolejna świetna książka autora, chociaż trochę bardziej bawiłam się przy poprzedniej części, jednak zdążyłam się już przyzwyczaić, że większość duugich części jest gorsza - np. Wodospad Lauren Kate, W pierścieniu ognia Suzanne Collins czy Elita Kiery Cass Niemniej jest to bardzo wciągający kryminał już od pierwszych stron. Chociaż w pewnych momentach nie umiałam się połapać, ponieważ trochę zmieniło się w czasie tych dwóch lat oraz znowu powracają wspomnienia z przeszłości.
     Główny bohater nie przestaje zaskakiwać. Tak samo jak autor. Wszyscy dobrze wiemy, że gra w branży muzycznej nie jest zupełnie czysta. I jest to świetny materiał na fabułę, chociaż nie do końca w tej książce jest to wykorzystane. Owszem, sprawa jest ciekawa i zawiła, ale nie ma w sobie tego CZEGOŚ, co miała poprzednia część, jednak i tak czekam na trzecią - Ostatni Król Teksasu. Taniec wdowca jest także trochę za bardzo przegadany w związku z przyszłością Tresa, ale nie cierpi się przy tym ;) Polecam fanom kryminałów, Ricka Riordana, Teksasu, bądź tequili, jako odprężenie po coraz dłuższych dniach.
Udostępnij ten wpis

niedziela, 29 stycznia 2017

...znam Przeklęte Dziecko

     Wiem, że jestem bardzo opóźniona z ostatnią opowieścią o Harrym Potterze, a właściwie o jego synu Albusie Severusie Potterze. Po trzech miesiącach od pojawienia się w księgarniach, prawi trzech miesiącach od kupienia jej na Targach oraz zaledwie kilku dniach po przeczytaniu, przedstawiam wam ósmą część przygód znanego czarownika - Harry Potter i Przeklęte Dziecko.
     Mimo że na okładce jest napisane, że ósma opowieść dzieje się dziewiętnaście lat później, tak naprawdę większość dzieje się dwadzieścia dwa lata po pokonaniu Voldemorta, gdy Albus jest w trzeciej klasie.

     Historia zaczyna się w tym samym miejscu, gdzie kończy się Harry Potter i Insygnia Śmierci. Albus boi się co się stanie, jeżeli trafi do Slytherinu. W pociągu poznaje Scorpiusa Malfoya, syna Dracona Malfoya. W Hogwarcie oboje trafiają do Slytherinu. Na trzecim roku po podsłuchaniu rozmowy ojca i Amosa, Albus chce naprawić jeden z błędów Harry'ego. Pragnie ocalić niepotrzebnego. Ocalić Cedrica Diggory'ego.
     Przyznam, że naprawdę długo zwlekałam z przeczytaniem tej części. I nie chodzi o to, że jest to dramat. Nawet nie to, że tylko w małej części autorką tego jest J. K. Rowling. Po prostu nie jestem fanką postarzania bohaterów. Nawet za epilogami nie przepadam, jeżeli wybiegają za bardzo w przyszłość. Bo przecież jeżeli zostało coś już zakończone, to po co to kontynuować?
     Nie miałam wygórowanych wymagań, bo kontynuacje na siłę zawsze są złe, więc jestem całkiem miło zaskoczona. Lekko się czyta - idealne na podróż. Akcja jest szybka, trochę nawet za. I skoro jest to dramat to nie ma za dużo opisów, za co wielkie dzięki, chociaż didaskalia są nieco zbyt... poetyckie? Nie wiem jak to inaczej nazwać.
     Najbardziej polubiłam Scorpiusa, chociaż nie zachowywał się jak swój ojciec - zaczynając od tego, że przyjaźnił się z Potterem, na tym, że był kujonem, kończąc. Albusa nie polubiłam - może to dlatego, że był lekkomyślny... nie, chyba zadecydowało o tym to, że jest synem Harry'ego i Ginny - obu nie lubię.
     Starzy bohaterowie się zmienili - Harry jest głupszy niż był, Ron upodobnił się do Freda i Georga, Hermiona stała się lekkomyślna w pewnych przypadkach, a Draco nawet polubił szlamę... Wszystko nie tak! Tylko Minerwa McGonagall pozostała taka sama.
     Podsumowując nie jestem fanką dramatu Harry Potter i Przeklęte Dziecko, chociaż chętnie obejrzałabym go w teatrze. Fanom prawdziwego Harry'ego może nie przypaść do gustu, zważając na to, że Voldemort teoretycznie nie mógł mieć dzieci... ale to są przecież szczegóły. Jest to ciekawy dramat, chociaż z kilkoma nieścisłościami. Podobała mi się ta książka, chociaż nie ma tego CZEGOŚ, co ma prawdziwy, pisany prozą Harry Potter.
Udostępnij ten wpis

poniedziałek, 16 stycznia 2017

...mieszkam na Baker Street 221B

     Jeśli wyeliminujesz niemożliwe, reszta musi być prawdą.
     Próbowałam już nie raz o nim napisać, jednak teraz uważam, że w końcu należy to zrobić. W chwili gdy zaczęłam to pisać, minęły dokładnie trzy minuty od zakończenia ostatniego odcinka, czwartego sezonu serialu, który zmienił moje spojrzenie na świat, a tym samym mnie samą. Nie będę już dłużej przedłużać wstępu, tym bardziej, że zapewne już po tytule ogarnęliście o czym napisałam - Sherlock, jedyny serial, na który mogłam czekać wieki.
     Wiem jacy jesteście naprawdę - ćpunem, którego kręcą śledztwa i lekarzem, który nigdy nie wrócił z wojny do domu...
     Akcja dzieję się w XXI wieku. Doktor John Watson (kojarzony z hobbitami Martin Freeman) wrócił z wojny i spotyka ekscentrycznego Sherlocka Holmesa (niezrównany Benedict Cumberbatch). Jak się można spodziewać serial jest luźną adaptacją powieści sir Arthura Conan Doyle'a, jednak pokochał ją świat. Nie będę wam zdradzać co się dzieje w poszczególnych odcinkach, bo przecież nie o to chodzi.
...To bez znaczenia czy mnie wysłuchacie. Liczą się legendy, opowieści, przygody. Jesteście ostatnim azylem dla desperatów, niekochanych, prześladowanych, sądem apelacyjnym dla każdego...
     Jest to pierwszy serial, który mnie bez reszty pochłonął i który pokochałam. Jest to zarówno zasługa pomysłu, scenarzystów, jak i genialnych aktorów.
     Samego Sherlocka bardzo polubiłam, ponieważ ten geniusz, szaleniec, ekscentryk i socjopata jest mi bliski, a także uważam, że Benedict Cumberbatch jest najlepszym Sherlockiem dotychczas i dla mnie tak pozostanie. Również Watson jest według mnie świetny oraz oczywiście Jim Moriarty, w którego wcielił się Andrew Scott, którego szaleństwo i obsesja są nie do pobicia, ale trzeba umieć to zagrać, co nie?
     Podoba mi się również przeniesienie do czasów współczesnych. To dobre rozwiązanie, zważając na to, że łatwiej jest to nam przyjąć. Jednak osoby piszące scenariusz wykazały się niemałą dozą humoru, a także obłędu. To drugie ujawniło się w szczególności w ostatnim sezonie, który był niezłą jazdą. Z każdym odcinkiem wzrastał mój niepokój, wręcz strach - bałam się bardziej, niż oglądając jakikolwiek horror.
     Oczywiście zdarzały się nudnawe fragmenty. Szczególnie nie przypadł mi do gustu odcinek The Sign of Three, w którym to głównym tematem jest ślub Johna i Mary. Również pierwszy odcinek czwartego sezony był przynudnawy, a ostatnie dwadzieścia minut było okropnie melodramatyczne.
     Co Sherlock we mnie zmienił? Pomógł mi spostrzec świat inaczej, jako ogromny zbiór informacji. Nauczył mnie obserwować, a nie tylko patrzeć. Zobaczyłam zarówno wielkie sukcesy, jak i spektakularne porażki, po których bohater musiał się podnosić, ale nigdy nie dawał za wygraną.

...Gdy życie stanie się nieprawdopodobne, zbyt przerażające pozostanie zawsze ostatnia nadzieja - gdy wszystkie sposoby zawiodą, pomogą dwaj ekscentrycy z niechlujnego mieszkanka. Tkwią tam od zawsze i tam pozostaną. Najlepsi i najmądrzejsi ludzie jakich poznałam. Moi chłopcy z Baker Street - Sherlock Holmes i doktor John Watson.
     Z wywiadu z B. Cumberbatchem, a także z wielu innych źródeł, możemy się dowiedzieć, że przez kilka lat nie będzie on wznawiany. Trzy ciągnące się w nieskończoność lata czekałam z niecierpliwością na zakończenie, a teraz czuję, że nie powinni tego kręcić dalej. Czwarty sezon zakończyli tak, jak powinien zakończyć się serial - spokojnie, z wyprzedzeniem teraźniejszości. Zostały pokazane urywki spraw, których nie będzie dane nam poznać. Nie było tak jak w poprzednich sezonach wielkiego "wow" na końcu czy nagłego urwania akcji. Nastąpiło podsumowanie minionych wydarzeń, lat i dwóch głównych postaci - Sherlocka i Johna. Dla mnie było to pożegnanie. Nie znaczy to, że do serialu już nie wrócę - obejrzę go ponownie na pewno i to nie jeden raz, ale chyba będę trochę zawiedziona jeżeli zdecydują się go wznowić. Należy się pogodzić z tym, że wszystko kiedyś przemija, bohaterzy stają się draniami, a historia wielkiego Sherlocka Holmesa zawsze musi się zakończyć.
    Powiedziałeś mi kiedyś, że nie jesteś bohaterem. Czasami wątpiłem, czy w ogóle jesteś człowiekiem...
Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.