wtorek, 28 czerwca 2016

..."mam nadzieję, że ludzie się zmienią"

Glazed eyes, empty hearts
Buying happy from shopping carts
     Jedyny w swoim rodzaju wokalista, autor tekstów, aktor (grał m.in. w X-Man Geneza: Wolverine) i YouTuber. Australijczyk, który podbił już wiele serc, w tym moje, zarówno swoim głosem, jak i uczuciem, które wkłada we wszystko co robi, zaczynając od filmików, a kończąc na wszystkich swoich piosenkach. Poznajcie mojego drugiego ulubionego piosenkarza Troya Sivana Melleta, znanego jako Troye Sivan.
      Obecnie Troye ma 21 lat. Urodził się 5 czerwca 1995 roku w Johannesburgu w RPA, jednak dwa lata później wraz z rodziną przeniósł się do Australii. Mając piętnaście lat przyznał się rodzicom, że jest gejem, a na swoim kanale ogłosił to dopiero trzy lata później. Nie zmienia to jednak faktu, że jest cholernie pozytywną osobą, a oglądając jego filmiki po prosto nie da się nie uśmiechnąć. Zresztą sami się przekonajcie :)
     O ile w swoich filmikach jest mega pozytywny, to większość jego piosenek jest smutnych. Najbardziej do jego twórczości pasuje gatunek dreampop. Zacznę od piosenki, którą rozpoczęłam swoją przygodę z Sivanem. Jest to Happy Little Pill, której słowami rozpoczęłam ten post. Troye napisał tę piosenkę dla swojego przyjaciela, który przechodził trudny czas w swoim życiu. Każdy może ją odebrać inaczej. Dla mnie jest opowieścią o tym, dlaczego ludzie popadają nałogi, w tym wypadku w ćpanie. Osoba jest znudzona swoim światem - pustym i bez koloru, pełnym ludzi bez emocji, więc bierze pigułkę, która zabiera go z jego nudnego, szarego świata.
     Następna piosenka bazowana jest na książce. Napisałem "The Fault In Our Stars" bazując na książce Johna Greena i muszę powiedzieć, że to pierwsza właściwa piosenka jaką kiedykolwiek napisałem. Wyprodukowałem ją w krętackie demo w moim pokoju na keyboardzie MIDI, na którym nie umiem grać i poszedłem do pobliskiego szpitala, by nakręcić teledysk, który później wrzuciłem na mój kanał na YoyTube. Telefon od EMI Music po trzech milionach odsłon i 100.000 sprzedanych kopii. Póżniej wszystkie pieniądze wpłynęły na konto szpitala. Szczerze, to ta piosenka zmieniła moje życie - Troye w wywiadzie o "The Fault In Our Stars" via. tumblr.
     Przy tej piosence płaczę, a jednocześnie uśmiecham się. Specjalnie daję teledysk razem z przedmową, bo już ona wzrusza.
    Teraz mój najukochańszy utwór Fools. Należy on do tryptyku Blue Neighbourhood. Może najpierw wytłumaczę tytuł całego tryptyku. W pierwszej jego piosence, pt.: Wild pojawia się sformułowanie I leave this Blue Neighbourhood - Blue Neighbourhood oznacza miejsce, gdzie inność jest nieakceptowana, więc chce i musi je opuścić. Fools jest drugą częścią i zaczyna się słowami I am tired of this place, I hope people change, czyli Jestem znudzony tym miejscem, mam nadzieję, że ludzie się zmienią i mogłabym to sobie wytatuować, a jak na razie jest to tylko w tytule posta. Przez cały utwór Troye zarzuca sobie, że jest idiotą, bo się zakochał - Only fools fall - oraz dlatego, że nie może przestać kochać osoby, z którą nie może być. Jestem ściśle związana z tą piosenką i każdego dnia przynajmniej raz muszę jej wysłuchać. Ostatnią częścią tryptyku jest Talk me down.
    I na koniec coś pozytywnego. Youth, czyli młodość i pytania. Pojawia się dokładnie siedem pytań o to, co się z nim stanie, jeżeli spróbuje zniknąć bez śladu razem z przyjaciółmi. Podoba mi się sformułowanie Mortal bodies timeless souls - Śmiertelne ciała, ponadczasowe dusze. Bardzo lubię tą piosenkę zresztą jak każdą jego autorstwa.
     Zostanę w swoim standardzie, czyli tylko cztery utwory. Według mnie każda piosenka Troya Sivana jest wspaniała, idealna i pełna uczucia. Jego muzyka jest magiczna, a każdy tekst poezją. Myślę, że gdyby zaczął śpiewać wśród głośnego tłumu, wszyscy natychmiast by się uciszyli zaczarowani jego głosem. Chciałabym kiedyś pojechać na jego koncert, spotkać go, a może nawet, choć przez krótką chwilę, z nim porozmawiać.
Just set my heart on fire like gasoline


Udostępnij ten wpis

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Blogowy Instagram :)

     Dzisiaj założyłam blogowy instagram, gdzie was z całego serca zapraszam. Obserwujcie, komentujcie, lajkujcie, motywujcie i nie zapominajcie o mnie :)

Udostępnij ten wpis

niedziela, 26 czerwca 2016

...horrory to nic takiego

     "Obecność" uważana jest za jeden ze straszniejszych horrorów. Niedawno do kin trafiła "Obecność 2" rzekomo jeszcze straszniejsza. W ogóle ten rok obfituje w horrory - w kinach można także zobaczyć "Zanim się obudzę" z niezłymi efektami. Do czego zmierzam? Otóż 24 czerwca razem z moimi znajomymi (trzy dziewczyny z klasy i trzech chłopców z klubu pływackiego) byłam na Nocy Grozy z Obecność (2013), Obecność 2 (2016), Zanim się obudzę (2016) i Babadook (2014).

    Razem orzekliśmy, iż najstraszniejsza był pierwszy film, a najgorszy był ostatni. Niestety nie dało się bać, bo chłopcy cały czas komentowali. Na przykład podczas Babadook jeden uznał, że teraz jak będzie pływał delfinem, to będzie nieustannie słyszeć Ba-ba-dook-dook-dook i ten sam podczas obu Obecności po dodaniu, że film oparty jest na faktach powiedział: "No nie! Musieli to dodać?", albo jeszcze na zwiastunach uznali: "Czemu my na to poszliśmy? Mogliśmy iść na jakąś noc komediową, ale niee, musieliśmy iść na noc grozy" - no i jak tu się nie śmiać? W każdym filmie było dziecko i matka - w dwóch przypadkach to matka została opętana i chciała zabić dziecko, a w pozostałych dwóch to dziecko było niebezpieczne. Trochę tendencyjne, ale to szczegół.

    Obecność i Obecność 2 to filmy rzekomo oparte na faktach. W obu przypadkach demon opanowuje najsłabszą osobę i za jej pomocą próbuje zabić resztę. Są to bardzo dobre filmy, jak na horrory, ale także ogólnie.
    Byłam trochę zawiedziona Zanim się obudzę, bo miałam nadzieję, że będzie troch straszniejszy, ale jest to film, nad którym trzeba się trochę zastanowić. Jednak, gdy były już te straszne momenty, to były one naprawdę straszne. Jest on o chłopcu, którego sny się urzeczywistniają, ale kiedy się obudzi, wszystko to znika.

    Babadook był zdecydowanie najgorszy. Samuel, którego nawet polubiłam, znajduje książkę o stworze imieniu Babadook. Jest to film bez większego sensu, a straszny jest tylko przez jakieś dziesięć minut. Zdecydowanie zamiast niego powinni dać Annabell, bo w sumie jest powiązana z Obecność.

    Nie żałuję, że poszłam na ten maraton, bo naprawdę miło spędziłam ten czas, a to, że mam teraz taką małą schizę to niewielka cena. I jest jeszcze jeden pozytyw - przygarnęłam plakat z Obecność 2 widoczny powyżej. Chyba powieszę go sobie na suficie nad łóżkiem...
Udostępnij ten wpis

...otrzymam Koronę

    Szczęśliwe zakończenie może nastąpić po przebyciu wielu kilometrów. Albo w czasie tak krótkim jak siedem minut.
     Dzisiaj już chyba po raz ostatni zawitamy do Angel. Po miesiącu od przeczytania najnowszej książki Kiery Cass przedstawiam wam moją opinię na temat Korona, czyli ostatniej książki z serii Selekcja i ostatniej odsłony rozterek Eliminacji.

     Eliminacje księżniczki Eadlyn powoli dobiegają końca. W pałacu została już tylko szóstka, a tak właściwie siódemka (nie zapominajmy o tłumaczu): Gunner Croft, Ean Cabel, Hale Garner, Fox Weasley, Henri Jaakoppi, Kile Woodwork oraz Eikko Petteri Koskinen - tłumacz.
     Oprócz wyboru męża dla Eadlyn w życiu rodziny Schreave dzieje się jeszcze jedna ważna rzecz - Ahren, brat bliźniak Eadlyn, ucieka do Francji i bierze ślub z tamtejszą księżniczką - Camillą.
     Pojawia się także nowa postać - Madrid Illéa, potomek założyciela państwa, Georga Illéi. Chce on pomóc podnieść morale społeczności, ale ma w tym swój ukryty cel, a poddani uważają, że on także powinien brać udział w Eliminacjach i lubią go o wiele bardziej niż następczynię tronu.
     Zachodzi jeszcze jedna zmiana w życiu rodziny królewskiej - Eadlyn Helena Margaret Schreave po obserwacji swoich rodziców postanawia dać im szczęście i zostaje królową. Od tamtego momentu chłopcy wiedzą, że ten, który wygra nie tylko będzie mężem dziewczyny, ale także od razu będzie pomagał w rządzeniu krajem. Niektórych to trochę zniechęca, a innym nie robi to różnicy, bo dla nich liczy się tylko Ona
     Historia o tym jak jedna osoba potrafi zawrócić w głowie, ile warta jest rodzina, ukrywaniu się, rozdarciu między rozumem, a sercem oraz jak to jest, gdy straci się część siebie.
    Według mnie jest to druga najsłabsza książka z serii Selekcja - najsłabsza dla mnie jest Elita. Nie chodzi o to, że jest źle napisana. Po prostu trochę mało się dzieje, ale na szczęście pani Cass nie ciągnęła drugich Eliminacji przez trzy książki. Jestem miło i niemało zaskoczona zakończeniem, czyli tym kogo Eadlyn wybrała, bo odkąd zjawił się w pałacu z całego serca mu kibicowałam. Piąta część, jak cztery pozostałe, do ostatniej chwili trzyma w napięciu, które nieustannie narasta, a zwroty akcji są nieprzewidywalne.
    W jednym momencie zatrzymałam się na jakieś pięć minut czytając jedno zdanie kilka razy, bo nie mogłam w nie uwierzyć, ale byłam również ucieszona, że więcej osób podczas Eliminacji znalazło szczęście. To było mniej więcej coś takiego: Co? Nieee... To niemożliwe... Chociaż... A niech jej będzie.
    Bardzo polubiłam braci Eadlyn - Ostena, Kadena i Ahrena. Jest to duży plus pod względem tego, że możemy nie tylko poznać księżniczkę i kandydatów, ale także jej rodzinę przez co możemy bardziej wczuć się w jej rolę.
     Najwspanialszym elementem opowieści jest to, że każdy z kandydatów ma jakąś wspaniałą cechę: Fox jest artystą, Hale obiecał robić coś dla Eadlyn każdego dnia, Ean chce być jak najlepszy dla księżniczki, Kile chce pomagać ludziom, a Hanri chce zrobić wszystko, by dziewczyna go pokochała.
     Nie jestem pewna, czy wrócę do tej książki, ale na pewno nigdy o niej, jak i o całej serii, nie zapomnę. Oby więcej tak wspaniałych książek - tego życzę zarówno pani Kierze Cass, jak i Wam.
Udostępnij ten wpis

niedziela, 12 czerwca 2016

...zagram w Grę Tajemnic

     Zagrajmy w grę. Jest sędzia i badany. Sędzia zadaje badanemu pytanie. Na podstawie odpowiedzi badanego sędzia wydaje wyrok, czy badany jest człowiekiem, czy maszyną. To co? Zagramy?
Czasami ludzie, którzy nie pobudzają niczyjej wyobraźni, odnoszą niewyobrażalny sukces.
     Komputery otaczają nas wszędzie, jednak czy ktoś z was zastanawiał się, kto je wynalazł? Czyj to był pomysł? W jakich okolicznościach powstały? Jakiś rok temu po raz pierwszy obejrzałam genialny film Mortena Tylduma i Grahama Moora o genialnym człowieku Alanie Turingu, pt.: Gra Tajemnic.
     Alana Turinga zagrał Benedict Cumberbatch, a Filmweb podaje, że pierwotnie miał go zagrać Leonardo DiCaprio. Według mnie Benedict o wiele bardziej pasuje do roli nadzwyczajnego geniusza, nierozumianego przez ludzi, który złamał kod Enigmy. Opinie na temat filmu są podzielone, ale mnie film się spodobał, bo mimo tego, że rozgrywa się w czasach II Wojny Światowej, nie jest to film historyczny, dlatego też nie należy się skupiać na samym złamaniu Enigmy, tylko na samej osobie Turinga, znakomitego matematyka i kryptologa, ojca informatyki i komputerów, wcześniej znanymi jako "Maszyna Turinga".

     Co najważniejsze w jego kwestii? Był homoseksualistą, co w tamtych czasach uważano za obrazę moralności. Turing oczywiście to ukrywał, jednak przyczyniło się to również do jego przedwczesnej śmierci, miał bowiem 41 lat, gdy zmarł. W czasie II Wojny Światowej pracował nad złamaniem szyfru nie do złamania, czyli kodu Enigmy, używanego przez Niemców. Szacuje się, że rozszyfrowanie Enigmy skróciło wojnę o ponad dwa lata. Dokonał czegoś niezwykłego, a jednak go skazano na chemiczną kastrację. Dlaczego? Bo przez jakieś pięćdziesiąt lat dokonanie jego i jego zespołu było nieznane. Alan miał (według filmu) do wyboru chemiczną kastrację lub więzienie. Uznał, że w więzieniu nie mógłby pracować, więc wybrał to pierwsze, ale jeżeliby przerwał "terapię" odebrano by mu Chrisophera. Poddał się "terapii", jednak po roku nie wytrzymał i popełnił samobójstwo.
     Teraz zastanawiacie się pewnie czym był Christopher. Otóż była to maszyna, dzięki której rozszyfrowano Enigmę i pierwszy komputer. Czemu Christopher? Ponieważ tak miał na imię przyjaciel Alana i jego pierwsza miłość, wprawdzie niespełniona, ale miłość. Niespełniona dlatego, że Christopher Morcom zmarł na gruźlicę.

     Polakom nie podoba się w filmie głównie to, że przecież to Polacy złamali kod Enigmy. Owszem, ale tą sprzed II Wojny Światowej. Podczas Wojny kod ten udoskonalono i właśnie Brytyjczycy go rozszyfrowali, więc bez spiny.

     Co do samego filmu: Uważam, że jest genialny. Narracja z trzech różnych czasów - z II Wojny Światowej, szkolnych Turinga i przesłuchania - prowadzona na jednej płaszczyźnie łączy się idealnie. Aktorzy: Benedict Cumberbatch, Kiera Knightley - inteligentna Joan Clarke, Matthew Goode - nieco zarozumiały Hugh Alexander, Allen Leech - dwulicowy John Cairncross oraz Mark Strong - demoniczny szef MI6 byli naprawdę dopasowani do swoich ról i nikogo z nich bym nie zmieniła. Na końcówce filmu zaczęłam płakać, gdy Alana Turinga zaczęło przerastać jego własne szaleństwo. Twórcy odwalili kawał dobrej roboty. Pokochałam ten film, mimo tragicznej historii niezwykłego człowieka. Na pewno obejrzę go jeszcze nie raz, a wam z całego serca polecam opowieść człowieka, którego problem zaczął się od marchewki.
Udostępnij ten wpis

czwartek, 2 czerwca 2016

Dzień Dziecka Tag

    Po pierwsze przepraszam, że przez prawie cały maj nie dodałam żadnego postu, ale myślę, że zrozumiecie - ostatni miesiąc przed końcem roku szkolnego, pełno sprawdzianów, itd.
    Po drugi dzisiejszy post. Wprawdzie Dzień Dziecka był wczoraj, ale to nie szkodzi. Dziękuję Izie, która prowadzi bloga Niby Nikt, za nominację do jej chyba autorskiego tagu. A oto pytania wraz z odpowiedziami.

1. Twój najlepszy prezent z dzieciństwa?
    Zdecydowanie pluszowy kot :) Dostałam go, gdy tata wrócił ze szkolenia z Włoch. Miałam wtedy trzy lata, ale do dziś mam tego kochanego pluszaka. Ktoś z rodziny się śmiał, że go zabiorę do grobu... Trochę martwy pomysł, ale czemu nie?
2. A najgorszy?
    Najgorszy prezent? Jak tak się zastanawiam to nie ma takiego... Chociaż wiem! Nienawidziłam, jak ktoś dawał mi bombonierkę, bo w nich zazwyczaj są czekoladki z alkoholem, których do dziś nie lubię.
3. Twoje najgłupsze marzenie?
    W moim przekonaniu nie ma głupich marzeń, więc... Oddalam to pytanie :D
4. Najdziwniejsze przyzwyczajenie/zwyczaj?
    Bawienie się kolczykiem w lewym uchu lub bransoletką. Według mnie to jest dziwne, ale może ktoś uważa inaczej. Jeszcze siedzenie po turecku na krześle. Zawsze. Oba przyzwyczajenia zostały mi do dziś.
5. Najśmieszniejszy moment Twojego dzieciństwa?
    Każde oglądanie Potwory i spółka. Z bratem mogłam to oglądać bez przerwy. W filmie jest taka scena, że skaczą z drzwi na drzwi (kto oglądał, ten powinien ogarniać o co chodzi) i my wtedy zawsze skakaliśmy z fotelu na fotel. Niezapomniane :')
6. Ulubiona przygoda dzieciństwa?
    Miałam chyba dwa albo trzy lata, gdy z moim o trzy lata starszym bratem inscenizowałam Piotrusia Pana. "Zbudowaliśmy" ze śniegu statek piracki, ja byłam Dzwoneczkiem, brat Piotrusiem, a Kapitanem Hakiem był nasz wujek. To była naprawdę uproszczona wersja przy czym ja tylko cały czas biegałam, jak głupia.
7. Wymyśleni przyjaciele?
    Nie miałam, a w każdym razie nie kojarzę. Mówienie do siebie owszem (zostało mi do dziś), ale żeby wyobrażać sobie jakaś konkretną osobę/postać to nie.
8. Kim chciałaś być jako dziecko?
    W "późnym dzieciństwie", czyli początek podstawówki chciałam być czarodziejką, co wzięło się z oglądania Czarodzieje z Waverly Place. Do dziś uwielbiam ten serial ♥
9. Czy miałaś zwierzęta? Jakie? Czy chciałeś mieć?
    Nie miałam domowego zwierzątka, nad czym ubolewam. Od kąd skończyłam pięć lat chcę mieć kota lub Husky'ego.
10. Coś, co wyniosłeś ze swojego dzieciństwa
      Są to dwie rzeczy:
      Po pierwsze: Jeżeli masz do wyboru przebywanie albo z chłopakami, albo z dziewczynami zawsze wybieraj chłopców - zawsze jest ciekawiej :D Durna rzecz z dzieciństwa, ale doszłam do takich wniosków po dłuuuugim przebywaniu z klasą mojego brata. Dziewczyny były po prostu nudne i gadały, a ja, jako żywiołowa w dzieciństwie wolałam grać w nogę. Bardzo się to przebywanie ze starszymi chłopakami przydaje, zwłaszcza teraz, bo jakoś prościej mi teraz rozmawiać z osobami płci przeciwnej.
      Po drugie: Nigdy niczego nie żałuj. To jest ogólna lekcja mojego dzieciństwa zwieńczona przez ostatni obóz (obecnie mam piętnaście lat, jakby co).
      Teraz znalazłam coś jeszcze: W dzieciństwie nauczyłam się dostrzegać magię we wszystkim wokół i we wszystkich spotkanych ludziach. Nauczyłam się uczyć - na błędach, od spotkanych ludzi i gdy tylko nadarzy się okazja.
Kilka słów ogólnie o dzieciństwie
      Muszę przyznać, że moje dzieciństwo było dobre. Dorastałam ze starszym bratem co jest bardzo dużym plusem. Wiem, że byłam nieznośnym dzieckiem, ale teraz jestem chyba jeszcze bardziej nieznośną nastolatką. Nigdy nie będę żałować, że nie przeżyłam tych lat inaczej, bo były one po prostu niesamowite, mimo tego, że sama się nie akceptowałam. Jak dla mnie teraz jest lepiej, ale doceniam te pierwsze jedenaście lat mojego życia, w których totalnie zjechałam sobie wzrok. Mam nadzieję, że nigdy nie zapomnę tych lat.

Nominuję Julię z JulaLou Art.

     I na koniec piosenka nieodłącznie związana z moim dzieciństwem: Hallelujah Rufusa Wainwrighta


Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.