piątek, 19 maja 2017

...obserwuje mnie milion oczu


     Ten miesiąc zaliczę do niewątpliwie udanych. Dlaczego? Nie dość, że właśnie w maju premierę miał drugi tom serii R. Riordana Apollo i boskie próby, to jeszcze w końcu doczekałam się płyty, ale nie byle jakiej - po dwóch latach od pierwszej piosenki, w której totalnie się zakochałam, po dwudziestu czterech miesiącach oczekiwania w końcu jest! Debiutancka płyta reprezentanta Belgii na Eurowizji 2015, gdzie zajął czwarte miejsce z singlem Rythm Inside i o niej właśnie dzisiaj.

     Loїc Nottet urodził się  10 kwietnia 1996 roku w Courcelles. Jest nie tylko artystą wokalnym i autorem piosenek, ale także świetnym tancerzem, o czym świadczy m.in. wygrana we francuskim Dancing with the stars. Został doceniony także przez australijską piosenkarkę Sia. 27 października 2016 na YouTubie pojawił się nowy singiel Million Eyes promujący jego album Selfocracy, który wydany został 31 marca, w Polsce 12 maja, a w moje łapki trafił jakieś sześć godzin temu.

Udostępnij ten wpis

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

...świecie - dokąd zmierzasz?

     Żyjemy, aby walczyć jeszcze jeden dzień
~ Stephen King
     Nareszcie po egzaminach, wakacje się zbliżają, a ja zabieram się za pisanie. Dzisiaj post prawdopodobnie o niczym i wbrew pozorom, które może stwarzać tytuł, nie jest to post o obecnych wydarzeniach, trendach, czy czymś takim. Jest to post o wizjach przyszłości ukazanych w literaturze i opowieści bardziej lub mniej znane. Zastanowię się nad tym, która jest najbardziej prawdopodobna, najbardziej drastyczna i niepokojąca, a także, która mi by odpowiadała.
     Na które książki się zdecydowałam? NERVE Jeanne Ryan, Misja 100 Kass Morgan, Wyścig Jenny Martin, Mroczne Umysły Alexandry Bracken, Endgame Jamesa Freya, Dotyk Julii Tahereh Mafi, Czerwona Królowa Victorii Aveyard, Selekcja (Rywalki) Kiery Cass, Więzień Labiryntu Jamesa Dashnera i oczywiście nieodłączne Igrzyska Śmierci Suzanne Collins.
     Zacznę od tego dlaczego podjęłam taki temat. Gdy po raz wtóry przeczytałam Najbardziej niepokojąca książka od czasów "Igrzysk Śmierci", które najbardziej rzuca się w oczy na okładce Mrocznych Umysłów, zaczęłam się zastanawiać, czy one są faktycznie aż tak niepokojące.

Udostępnij ten wpis

sobota, 1 kwietnia 2017

...powiedz wilkom, że ich szukam

     Każdy z nas ma kogoś, przy którym nie musi nic udawać i jest szczególnie mu bliski. Wie, że może tej osobie wszystko powiedzieć i ona nie będzie go osądzać. Z którą chce przebywać w nieskończoność. Kogoś, kogo nigdy nie chciałoby się stracić. Osobę, którą prawdziwie i szczerze kocha.
     Dla June Elbus kimś takim jest wujek Finn, który umiera, gdy ma czternaście lat. Jest jej bardzo ciężko, chociaż nikt tego nie zauważa, bo przecież była "tylko jego siostrzenicą". Jednak spotyka Toby'ego - przyjaciela Finna, który pomaga jej nie tylko pogodzić się ze stratą, a także uzupełnić obraz wujka.

Udostępnij ten wpis

sobota, 25 marca 2017

...nie zmienię się jak obraz na płótnie

     "Żyjemy w naprawdę dziwnych czasach." - ciekawe jak często padało to zdanie na przestrzeni wieków. Na pewno przynajmniej raz na wiek od początku historii. Dziwnością naszych czasów jest wiele wydarzeń i rzeczy, jednak ja mam odczucie dziwności literackiej - otóż, gdy teraz padnie nazwisko Grey od razu wszyscy myślą o Christianie Greyu z Pięćdziesiąt twarzy Greya, natomiast w XIX wieku nazwisko Gray wzbudzało wiele kontrowersji... mam na myśli książkę Oscara Wilde'a Portret Doriana Graya, która była potępiana, cenzurowana, okrzyknięta jako skandal, trafiła do kanonu najbardziej kontrowersyjnych dzieł... sporo się wokół niej działo, ale jak to napisał sam Wilde: Książka nie może być moralna lub niemoralna. Jest tylko dobrze lub źle napisana. Do dziś padają głosy krytyki i że ta powieść demoralizuje. Jedna mała literka, a ile może zmienić 😋
     W dziejach świata są tylko dwa ważne okresy. Pierwszy - kiedy pojawia się nowa materia sztuki, drugi - kiedy pojawia się w sztuce nowa osobowość.

Udostępnij ten wpis

sobota, 18 marca 2017

...pragnę przygód w tym szerokim świecie

     Tej historii bieg stary jest jak świat...
     Opowieści tej chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Baśń o tym, że w każdym drzemie dobro i miłość, pragnieniu przygód, a także inności w swoim środowisku... Brzmi znajomo, prawda? Teraz Disney zdecydował się na aktorski remake. Piękna i Bestia z Hermioną Granger w roli głównej... ups, pardon - Emma Watson jako Bella, Dan Stevens w roli Bestii oraz Luke Evans w ciele Gastona... jak im poszło? Po dzisiejszym seansie już wiem.
     Jak w piosence rytm, Piękna z Bestią jest.
Znalezione obrazy dla zapytania piękna i bestia 2017     Jak już mówiłam bez sensu jest opisywać tę historię, ponieważ większość z nas ją zna - więc od razu przejdę do oceny.
     Wielki szacun dla reżysera - Billa Condona za sposób w jaki podszedł do opowieści. Wiernie oddał animację z 1991 roku tylko trochę ją podrasował. Wiemy trochę więcej o Belli i Bestii. We fragmencie z piosenką Gościem bądź jest cudownie dużo przepychu, za co jestem całej ekipie wdzięczna, ponieważ od zawsze był to mój ulubiony fragment. Nieśmiertelne piosenki są niezmienione - już wcześniej wspomniane Gościem bądź, a także Tej historii bieg, czy Bella z przepięknym bonjour, oczywiście piosenka o cudownym Gastonie i cała reszta.
     Co do aktorów to Luke Evans jako narcystyczny Gaston skradł cały film. Ta rola ewidentnie została stworzona dla niego. Jego pomocnik Le Fou (Josh Gad) mam wrażenie, że został trochę zmieniony, ponieważ z wersji animowanej nie bardzo go kojarzę, za to po filmie zapamiętam go na bardzo długo. Pod koniec stawia się swojemu przyjacielowi, wprawdzie nie bezpośrednio, ale zawsze coś.
     Emma i Dan już mnie tak nie zachwycili, ale chyba już wiecie, w kogo byłam zapatrzona. Byli bardzo dobrzy, Emma trochę lepsza, ale Stevens ma swoją twarz tylko przez jakieś pięć minut.
     Chwała gościom scenarzystom za stworzenie niesamowitych zaklętych służących i ukochanego przeze mnie charyzmatycznego Płomyka. Tak samo kreacja Bestii jest dla mnie niesamowita - zupełnie inna niż w animacji.
     Ale, ale - żeby nie było, że wszystko jest pięknie, cudnie i w ogóle - dwie rzeczy mi się tam trochę nie podobały.
     Pierwsza - oczywiście musieli tam wepchnąć trochę homoseksualizmu i nie wiem czy to ze względu na poprawność polityczną, czy co, ale czy nie mogli się powstrzymać? Tak chociaż raz? Czy powoli nie popadamy na wręcz chorobliwą poprawność? Ale o tym może innym razem.
     Druga to... chwila, nie pamiętam co to było 😅 No to mi się jeszcze nie zdarzyło.
     Już, już sobie przypomniałam (po jakiś 20 minutach). Otóż aktorska Piękna i Bestia chyba o wiele bardziej trafi do starszych odbiorców. Niektórzy młodsi widzowie mogą się nawet nudzić, co zaobserwowałam u dziewczynki siedzącej obok mnie w kinie. Tak samo było z Kopciuszkiem z 2015 - są chyba trochę bardziej skierowane do ludzi, którzy w dzieciństwie kochali te bajki, a teraz mogą wrócić do nich i na nowo na nie spojrzeć. Chociaż to chyba nie jest wada... a może jest? Sami zdecydujcie.
     Podsumowując polecam Piękną i Bestię mimo tych dwóch drobnych spraw (tak drobnych, że o jednej chwilowo zapomniałam). Bardzo podoba mi się ta opowieść - wnosi o wiele więcej niż Królewna Śnieżka czy Śpiąca Królewna, przez co chyba nigdy nie umrze. Wizualnie, fonetycznie i w odbiorze dla mnie bardzo przyjemna. Teraz czekam na aktorski remake Mulan, która jest chyba moją ulubioną "księżniczką" Disney'a. Na koniec zostawiam wam do przemyślenia parę kwestii i zwiastun dla tych, którzy go jeszcze nie widzieli.


Udostępnij ten wpis

środa, 15 marca 2017

...będę Iluzjonistą - part 2, a raczej 1

     Niedawno złapałam się na tym, że bardzo dużo serii filmów zaczynam oglądać od drugiej części - tak było m.in. z Igrzyskami Śmierci, Więźniem Labiryntu, a także Niezgodną. Oczywiście zazwyczaj sequele są ciut, albo o wiele, gorsze, a jak było z Iluzją?
    Im bliżej jesteś tym mniej widzisz.
     Iluzja powstała w 2013 roku pod czujnym okiem reżysera Louisa Leterriera. Opowiada o początkach Czterech Jeźdźców w składzie: iluzjonista J. Daniel Atlas (Jesse Eisenberg), mentalista Merritt McKinney (Woody Harrelson), karciarz Jack Wilder (Dave Franco) oraz asystentka Hensley Reeves (Ilsa Fisher), którzy z ulicznych kuglarzy stają się gwiazdami światowego formatu. Podczas występu w Las Vegas obrabowują francuski bank, czym ściągają na siebie uwagę FBI i Interpolu, a w Nowym Orleanie zabierają pieniądze swojego "Darczyńcy" Arthura Tresslera (Michael Caine).
     Najważniejszą zasadą magii jest to, aby być największym cwaniakiem na sali.
     Iluzja - oczarowanie czy jednak rozczarowanie? Czytałam parę recenzji na Filmweb, gdzie część uważała, że najlepsze sceny były w zwiastunie, a fabuła miała dużo dziur i uważali wyjście do kina za stracone pieniądze i czas. Osobiście nie miałam wymagań wobec tego filmu. Może gdybym była na premierze, czekała na ten film tygodniami, a nawet miesiącami to może byłabym zawiedziona... Ale nie! Dla mnie ten film jest świetny i koniec kropka.
     Największym dla mnie plusem jest pomysł. Już dawno nie powstał film o Iluzjonistach, jeżeli w ogóle już taki był. Przy okazji jest to prawie dwie godziny szybkiej akcji, zaskakujących zwrotów akcji i nieprzeciętnych pomysłów scenarzystów, a przy okazji świetnej gry aktorskiej. Może trochę sztuczki były przesadzone, bo niektóre raczej nie podlegają logicznym wyjaśnieniom, ale niemniej jest to wielkie show z zupełnie nieprzewidywalnym końcem. Przy okazji twórcy namawiają nas, do zmiany perspektywy - abyśmy patrzyli szerzej, ponieważ wtedy można o wiele więcej dostrzec.
     Owszem jest jedna dziura, a dokładniej roczna. Od pierwszego spotkania do występu w Las Vegas nic nie jest pokazane, ale może to dobrze. Chociaż ciekawie by było zobaczyć jak to wszystko przygotowują, jak zaczynają się dogadywać, itp. Co z tego, że byłaby to dodatkowa godzina filmu...
     A jak druga część ma się do pierwszej? Zmiana reżysera zadziałała trochę na niekorzyść Iluzji 2. Obie części są dla mnie rewelacyjnymi filmami i świetnie się uzupełniającymi, a o ile Jeźdźcy w jedynce pociągają za sznurki, o tyle w dwójce bardziej przypominają marionetki. Z niepokojem czekam na trzecią część, która rzekomo ma się ukazać w tym roku, chociaż podejrzewam, że poczekamy sobie do 2018.

     Jako, że mam teraz okazję to mam do was pytanie: czy powinnam dodawać jednoznaczną ocenę typu "5/10" i do tego uzasadnienie czy tak jak jest powinno zostać?
Udostępnij ten wpis

niedziela, 5 marca 2017

...jestem wilkiem pośród owiec

     Szwecja - z czym mi się kojarzy? Z drewnianymi kościołami, death metalem, wikingami i oczywiście niepowtarzalnymi kryminałami. Na imię mi Zack Monsa Kallentofta i Markusa Luttermana niewątpliwie do takich kryminałów należy, a dlaczego? O tym właśnie dzisiaj.

     W Sztokholmie dochodzi do zabójstwa czterech azjatek. Za sprawę zabiera się Jednostka do Zadań Specjalnnych sztokholmskiej policji, w której skład wchodzą Zack Herry, Sirpa, Deniz Akin, Rudolf, Niklas Svensson i Douglas Juste, a każdy z nich ma swoją osobliwą historię. Głównym bohaterem, jak sugeruje tytuł, jest ten pierwszy. Policjantem został przede wszystkim po to, aby ująć zabójcę swojej matki, a sam mógłby być aresztowany za kilka przestępstw, m.in. za posiadanie narkotyków. I to właśnie one sprawiają, że Zack wplątuje się w nieciekawe afery.

     Na imię mi Zack jest książką intrygującą i lekką, ciężką i brutalną. Intrygująca - jeżeli chodzi o fabułę. Lekka - w szybkości czytania. Ciężka - podejmuje trudny temat nienawiści międzynarodowej. Brutalna - kryminał o zabójstwach... to mówi samo za siebie. Akcja trwa niecały tydzień, jednak wydarzenia przebiegają tak szybko i jest ich tak wiele, iż wydaje się, że mija miesiąc, co niewątpliwie jest zaletą tego kryminału. Co do tytułu posta uznałam, że wilki grają dość dużą rolę, aby uwzględnić je w nagłówku, a samą jednostkę tworzą osoby, które nijak z policją się nie kojarzą.
     Tytułowy Zackaraias jest postacią, którą można albo kochać, albo nienawidzić. Osobiście wybrałam to pierwsze. Zrobił parę głupich rzeczy, ale jest bardzo pozytywną postacią w moim odczuciu. Nie jest wyidealizowany - popełnia błędy, nawet całkiem sporo, ale potrafi stanąć na wysokości zadania. Każdego dnia przeżywa ogromną wewnętrzną walkę, którą niestety często przegrywa. Poddaje się swoim słabościom i chyba dlatego jest dla czytelnika tak bardzo ludzki.
     Dla mnie jedyną wadą książki jest to, że się kończy za szybko. Ostatnie strony to czysty obłęd.  Niestety chyba nie dowiem się, co stanie się z Zackiem.
     Jak już wspomniałam w Na imię mi Zack autorzy podejmują trudny temat, który jest "na czasie". Imigranci i co się z nimi wiąże. Ogromna nienawiść do drugiego człowieka tylko dlatego, że pochodzi z innej nacji. Kallentoft i Lutterman świetnie ukazali jakie mogą być skutki takiej wrogości, a także, że są granice pomiędzy wrogością, a paranoją i że są one bardzo cienkie.
     Zack to pierwszy tom serii Herkules i mam nadzieję, że wydawnictwo Rebis już za niedługo wyda w Polsce drugą część, która nosi tytuł Leon. Nie mogę się doczekać, a na razie polecam wam, ludziom o silnych nerwach, Na imię mi Zack wspaniałego szwedzkiego duetu.
Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.